.:O mnie:.

about me

.:Księga Gości:.

.Dopisz się:.
.:Zobacz:.

.:Archive:.

2007
listopad
wrzesień
czerwiec
maj
styczeń
2006
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień


Made by .:Irian:.





2007-11-11 20:52:04 >> one...

Omg :] Znowu się opuszczam No ale tyle sie dzieje... Jesienna chandra powoli mija xD Na szczęście bo juz zaczynałam wpadać w panikę W sumie to z każdym dniem listopad był dla mnie co raz gorszy... A ten tydzień to już w ogóle masakra Ciągle chce mi się spać a najgorsze jest to że nie mogę zasnąć, a potem sie budzę wcześnie rano i o dalszym spaniu nie ma mowy Eh... Ciężko :P No ale poza dołkiem to jest w miarę ok ^^ Tylko ja tradycyjnie sama sobie pogarszam humor - a to podnosząc wyżej poprzeczkę ucząc się, albo zaczynam myśleć o jakiś cudach... No własnie... myślenie :/ Za dużo czasu mi ono ostatnio zajmuje i tylko dołuje... Tyle niewiadomych... Tyle lęków... Co przyniesie jutro? Czego ja tak naprawdę chcę? Jedni mówią, że pół roku to dużo, inni że da się zapomnieć po przynajmniej jednym roku... A gdy mi sie wydaje że już zapomniałam i rany sie zabliźniają, wtedy one otwierają się i pieką na nowo... Zamiast postawić krok - cofam się... Tak trudno jest zaufać, tak trudno jest zaryzykować, tak trudno jest wyrazić uczucia, otworzyc się przed innymi... Na zewnatrz wydaje się że twardo stąpam po ziemi, lecz w środku tak naprawde jestem rozdarta... Rozdarta pomiędzy dwie, a moze nawet więcej... Która droge wybrać? Lepiej wybrac jedną i zbłądzic, niż wybrac kilka i nie przejść żadnej... Tyle rzeczy chciałabym powiedziec, tyle chciałabym poczuć... Chciałabym mieć na to wszystko mnóstwo czasu... Ale to nie mozliwe, czas zbyt szybko leci i nim sie obejrzymy juz jest za późno... Kim my jesteśmy wobec niego? Jedynie marionetkami... czegoś nie zdązamy zrobic, to przepadło, trudno... Może dostaniemy następną szansę, a może nie.. Lecz jak się w tym wszystkim odnaleźć, gdzie tkwi umiar? Nie wiem... Przestałam ufac nie tylko innym, ale tez sobie... Dostałam drugą szansę i nie chcę jej zmarnować, lecz lęk powstrzymuje podejmowanie decyzji... Ale czas nie poczeka, i ludzie też nie... Więc może czasem warto zamknąć ten durny głos w środku i pozwolić decydować chwili? Sama nie wiem... Czas leczy rany, ile jeszcze czasu ja potrzebuje? Czy ty mi go dasz? :( Przepraszam...

U2 - "One"
skomentuj (2)




2007-09-09 21:37:10 >> kto zgasił mi światło? o_O

Hmm... Jakis taki mały zastój tu się zrobił. Zupełnie zapomniałam o tym blogu. I pewnie wy o nim też :) Zauważyłam że zawsze sobie o nim przypominam gdy jest źle.. Nie no w sumie to nie jest źle, bo bywało gorzej, ale problem jak zwykle jakiś jest. No bo ja ciagle mam jakiś problem, a jak go nie mam to zaraz sobie znajdę. No i ze mna to zawsze są problemy. No ale mniejsza z tym może zacznę wszystko od początku. Skończyły się wakacje, a zaczął rok szkolny, Miałam zacząć jeździć... i co? No i wiadomo... NIC. Nie jeżdże, ot co :( Nie potrafię się wziąc za siebie choć tak bardzo mi tego brakuje. No ale przynajmniej zapisałam się na taniec, i toczę bój o to by nie chodzić na angielski. Niestety będę zmuszona pójśc na kompromis :/ Nowa szkoła, nowi nauczyciele, nowi znajomi... czy jestem zadowolona? phi, co za pytanie... Odpowiedź jest prosta... NIE :P Jak zawsze... Tak się tego bałam... Tyle myslałam nad nowym LO, wahałam się... No i gdy wybrałam okazało się że źle wybrałam :P No i mam problem ^^ No ale zobaczymy co się z tym da zrobić... Jutro wyjazd integracyjny... Chcę czy nie chcę jechać-muszę. Mam małego cykora... Ta żeby on był mały to by było super :P Ogólnie nic nie jest tak jak być powinno. Kłócę się z rodzicami, podejmuje decyzje których żałuje, nie potrafię się na nic zdecydować no i jeszcze do tego dochodzi to co już było :( Wspomnienia wciąż dręczą, stare blizny zostają rozwalone na nowo... Wszystko mnie wkurwia... Ja nie wiem co się znowu dzieje... Czyżby znowu się zaczynało to samo? Błędne koło poszło w ruch? Czy to ma jakiś sens? Dla mnie obecnie nic nie ma... ktos mi zmienił szkła na czarne w okularach... Juz mam dośc wszystkiego... Za bardzo odbiegam w przeszłość przez co się potykam... Idę po omacku w przyszłość, nawet nie myśląc o tym co będzie za chwilę i jakie będą tego konsekwencje... Tyle rzeczy bym chciała... Tyle mam celow... Ale gdzie wiara? Gdzie samozaparcie? Gdzie chęci? Z reszta to i tak nie ma sensu... I tak się nie uda... Niech ktos mi zapali światełko...
skomentuj (2)




2007-06-24 10:42:19 >> this is the end...

To już jest koniec, nie ma już NIC i to dosłownie... odwaliliśmy to co mieliśmy i koniec... Wszyscy byli zdziwieni ze nigdzie razem nie wychodzimy: przeciez to taka zgrana klasa... jasne, w którym miejscu? Stworzylismy taką sztuczną atmosfere :/ No ale cóż.. Miałam w planach zmienić numer gg, zmienić e-mail, numer komorki... ale juz wiem ze tego nie zrobie... po prostu nie dma rady sie od nich odizolowac czy tego chca czy nie :P w ogole nie czuje ze sa wakacje, bo w sumie wakacje to ja mam od stycznia :P chociaz momentami musiałam troche popracować :) Przedstawienie sie udało :) Ogólnie całe zakończenie przebiegło szybko i sprawnie, potem króciutki bankiet i... na miasto :D W Tabasco było już trochę osób ;> jak to na naszą klasę przystało były wszystkie dziewczyny ^^ Lecz potem dołączyło paru kolegów ;) Zapowiadał się nawet całkiem udany wieczór, gdyby nie... no właśnie, zawsze jest jakieś „ale” :/ i tym razem mnie ono dopadło... Po prostu poczułam się jakby ktoś wbił mi nóż w brzuch i jeszcze nim pokręcił.. No ale czego innego mogłam się spodziewać? Ludzi nie da się zmienić... Można tłumaczyc, prosić, płakać w ramię... i to nie jest złośliwość z ich strony... raczej kwestia charakteru... widocznie inaczej nie potrafią :/ lecz sceny nie zrobiłam... nie tym razem... ja już przestałam się w to bawić... Trudno, ich strata, tylko szkoda, że ja wciąż wierze, że bedzie dobrze... Musiałam na chwilę się ulotnić... Posiedziałam trochę (ta teraz to mnie gardło boli :P) i wrociłam, z kopem do tańczenia :D Po raz pierwszy kiedy byłam w Tabasco cały parkiet był zajęty :) ale my zawsze znajdziemy sobie miejsce :] Miałam już wszytsko gdzieś, najważniejsze było by się bawić, by zapomnieć... By pokazać, że potrafię sobie poradzić :D No i można powiedzieć, że „zatańczyłam” doła :] Oczywście pare osob płci przeciwnej mi w tym pomogło :) Tak więc jak padłam na kanapę ze zmęczenia to czułam się o wiele lepiej :) Do ostatniej minuty bawiłam się swietnie, az w koncu przyjechał moj tata i tu Basia mi uratowała tyłek, dzwoniąc do mnie ze albo jej sie wydaje albo moj tata jest na dole... Zaczeły sie paniczne poszukiwania koszuli, ktora znalazła sie w torebce Asi (nie wiem jakim cudem :P), szybkie pozegnanie ze wszystkimi, i wyleciałam z Tabasco :) 2 min spoznienia... :] wrociłam po 24 do domu, wzielam szybki prysznic i walnelam sie do lozka... do 2 nie moglam zasnac a o 9 juz bylam na nogach , a potem do manufaktury... rany, ledwo sie ruszam :P Ale przynajmniej kupiłam sobie zarabiste buty ^^ a dzisiaj porywa mnie Aga :* Pozdrowienia dla moich kochanych dziewczyn :***
P.S. sory za taka beznadziejna notke... jakies takie poprzeplatane sprawozdanie z głebokimi myslami mi wyszło :/ ale to z niewyspania i głupoty :)

skomentuj (3)




 
Made by .:Irian:.